Chłopaki mają te "brudne bomby", instrumentalnie prościej się już nie da- bas, bębny, warcząca, brudna gitara i wokal. Wszystko groovi aż miło, jest moc i kopnięcie tam gdzie powinno być. Ich płytka "3,2,1!" wsadzona do odtwarzacza samochodowego podświadomie zmusza rękę do odkręcenia maksymalnie w prawo pokrętła głośności, a nogę do przyciśnięcia pedału prędkości do podłogi. Gdybym miał kiedykolwiek wrócić do grania z zespołem, chciałbym grać właśnie tak. Są i potężne, bujające riffy, mocne rapowane zwrotki i całkiem sprawne solówki. Słychać brzmienie telecasterów (na które choruję od dawna), co momentalnie powoduje moje zainteresowanie tematem. Kurczę... no gada to w cholerę... :)
Słucham "3,2,1!" raz po raz i utwierdzam się w przekonaniu, że Willie Dixon miał ileśdziesiąt lat temu rację mówiąc, że "blues to korzenie, reszta muzyki to owoce". Repertuar MAMA SELITA (bo o nich jest ta notka) pokazuje, że można doskonale połączyć bluesowo, rockowo, funkowe rytmy z rapem i wyjdzie z tego bomba. Brudna bomba.
2 czerwca- Katofonia w Katowicach- Mama Selita:) Trzeba być!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz