Prosta misja- założycie bloga, będziecie pisać, nie ważne jak i nie ważne o czym. Część obecnych na zajęciach zlał zimny pot- "ale jak to? ja? bloga? noł łej!", a w mojej głowie zaświtał iście szatański pomysł ćwiczenia pisania o tym o czym chce mi się pisać na dłużej.
Każdy z nas ma jakiś swój konik, coś o czym może gadać godzinami i robić to z nieskrywaną radością.
A jeśli takowego konika nie posiada, to znaczy, że jest człowiekiem ograniczonym.
W moim przypadku jest to muzyka. Jednak nie taka, jaka pojawia się permanentnie w mediach, ewentualnie, którą można usłyszeć na darmowych, miejskich imprezach. Tylko taka, przy której trzeba się nieźle napocić, by ją odnaleźć. A jeszcze więcej się trzeba napocić by ją gdzieś "sprzedać".
Przeglądając moją bibliotekę ulubionych wykonawców, łatwo się domyślić, w jakim środowisku muzycznym się obracam i co mi w duszy gra. I chyba właśnie o tym będę się starał tutaj pisać. Wielu moich znajomych prowadzi audycje radiowe, poświęcone swoim ulubionym wykonawcom. Ja zrobię to z innej strony, bez podpisywania się, będę pisał o tym co świeże, dobre i ciekawe. Aż prosi się o cytat, z zajawki jednego z polskich festiwali- tutaj nie spotkasz mocno przereklamowanych dziadków w skórzanych spodniach i kowbojkach
nazywających siebie rock ‘n’ rollowcami. Nie spotkasz czarnoskórych no-name'owych panów
sepleniących o Chicago, biedzie i Missisipi oraz kiepskich kapel
grających tylko i wyłącznie 12-taktowego bluesa. Usłyszysz i zobaczysz
to co w muzyce jest najpiękniejsze – energię, młodość i rock ‘n’ rolla.
No! Do roboty!;)